Kobieca logika

Stivo75 2 lata 2 mies. temu via Android

Próba zrozumienia kobiecej logiki spala na panewce. Napiszę wam coś co polecam zapamiętać na całe życie 

– Faceci w rozumowaniu kierują się logika i faktami
– Kobiety w rozumowaniu kierują się emocjami i faktami wyssanymi z palca
Dziękuję i dobranoc

 odpowiedz 

  •   2 lata 2 mies. temu 

      

    @Stivo75: Ja się muszę zgodzić. Jeżeli chcesz coś ugrać z kobietą to masz dwa wyjścia: a) wytłumaczyć b) podejść i zagrać na emocjach ukrywając zamiary/nie będąc bezpośrednim (grając na emocjach). To drugie się powodzi. Zdziwicie się że nie musicie używać specjalnie siły argumentu, tylko zwracać uwagę na oddziaływanie na emocje. W ten sposób można różne rzeczy przeforsować, i zdziwienie bierze jakie to nielogiczne, a funkjonuje.

     odpowiedz 

  •  

    Vitz 2 lata 2 mies. temu  

    podałbyś przykład?

     odpowiedz 

  •  

     2 lata 2 mies. temu  

    @Vitz: Unikasz słów newralgicznych, zwracasz uwagę na ton głosu. Patrzysz bardzo uważnie na swoją postawę, bardziej niż na argumenty logiczne, ich mnogość, a nawet rzeczowość, czy ścisłe faktów trzymanie się kupy, bo to wszystko dla kobiety nie musi być kluczowe, a często w ogóle nie jest. Słowo klucz – netykieta, Francja-elegancja. A sprawę powoli popychasz, jakbyś nie liczył nawet na jej roztrzygnięcie, nie sprawiasz wrażenia bycia nad wyraz uczulonym na swoje rację, i ich przepchnięcie. Nawet musisz się częściowo pozbyć logiki, np. na rzecz uproszczeń. 
    Mirki? Czy to jeszcze perswazja czy już manipulacja? 

    Po prostu, nie włożysz nikomu do mózgu dokładnie tego co masz w swoim. A kobiecie to już w ogóle wyzwanie.

​Greencore cz. 2

Pracują głośno wielkie kotły. Stukanie i uderzanie przedmiotów powtarza się w ciągłej pętli i wypełnia echem na wskroś cały budynek, hałas który zbudził by nawet nieboszczyka. Głośno tak, że nie usłyszysz własnych myśli. Żeby usłyszeć drugiego musisz krzyczeć.
Czy to fabryka?

Nie, to Parafia Opatrzności Bozej, w której na mszy dla dzieci sprowadzono perkusję, i urządzono urozmaiconą scholę przygrywającą min. do pieśni eucharystycznych. 

Była kiedyś taka wesoła pieśń „Kiedy Pan powróci znów”, dalej: „obyśmy też tam byli, kiedy Pan powróci znów. Alleluja, alleluja…”. W bolesnym odczuciu degrengolady zamieniona na słowa o tańczącej Marii Magdalenie, i Piotrze grającemu rocka. Smutno mi się zrobiło. Bo będąc dzieckiem, trochę inaczej ja zapamiętałem.

Po wyjściu z kościoła nie sposób pozbyć się z głowy huku i hałasu. I to nie dlatego, że mi się tak podobało. Bo choć jako fan mocnych bębnów, czy nawet hip-hopu, osobiście nie akceptuję dyskotek z powodu jazgotu, dudnienia, i hałasu na granicy bólu ośrodka słuchowego. 

Pytanie brzmi: a co jeśli nie tylko ja?

Cóż. Wyżej przedstawiony problem dotyka pewnej części ludzi kościoła. Nazywam ją szarą strefą. Są to ludzie którzy raczej do nie praktykują, ale ponieważ bębnią na takiej mszy, i dzieje się coś ciekawego, to i chętniej potowarzyszą swoim pociechom na takowej, stając się, chcąc nie chcąc, nowymi praktykującymi członkami Kościoła. Osobom bardziej „zgorszonym” jak bohaterowi wpisu, przedstawiciele duchowieństwa zalecają, żeby wybrały sobie po prostu inną mszę. Komentując to popularnym memem:

(rozwiązania) HTC M8 – nie wykrywa karty, gubi Internet, problemy z hotspotem, połączeniem USB, wolnym ładowaniem, baterią

Na gubienie karty SIM ponoć pomaga przyklejenie dwóch warstw taśmy na stronę karty SIM tą plastikową.

Po prostu oklejamy nano SIM taśmą na stronie loga sieci, i wycinamy nożyczkami dookoła taśmę, żeby była tylko na powierzchni karty. Potem normalnie kładziemy kartę na adapter, wkładamy do telefonu i voila. Uczulam na to, by nie próbować sztuczek z wkładaniem karty do slotu jakoś na siłę, na boki, wyginając od góry, czy od dołu, bo można gniazdo poluzować jeszcze bardziej, i bez taśmy karta znika z telefonu potem jeszcze częściej. Nawet z taśmą też potrafi. Może się też zdarzyć że dwie warstwy taśmy to za mało, i dopiero przy trzech jest w miarę dobrze. U mnie w skrajnym przypadku taśma odkleiła się od karty, i przykleiła się jakoś do góry slotu, tworząc jeszcze większy opór. Teraz mam dwie warstwy taśmy na SIM chyba w tej sytuacji, i rzadko się zdarzało żeby gubiło już. Ale warto sobie przykleić pinezkę taśmą z lewej strony na dole tylnej ściany. Nigdy nic nie wiadomo. Wyłączenie transmisji danych na czas prób wykrycia karty, a także tryb wysokiej wydajności może zwiększyć szanse na wykrycie. W dodatku przechodzenie w tryb samolotowy np. na noc może się czasem objawić brakiem wykrycia potem karty.

Styki się poluzowują od zbyt częstego zmieniania karty. Można też spróbować przeczyścić jakimś alkoholem je w środku, choć nie sprawdzałem czym tam do środka dotrzeć.

Jak nie mamy pod ręką taśmy, czasami wyłączenie telefonu na kilka, kilkadziesiąt minut i położenie ekranem do góry na czymś zimnym, np. szklany blat, albo okno, może pomóc. Szybszy sposób, pomagało mi czasem na początku, wyłączenie transmisji danych i włączenie online, ew. reset. Ale nie zawsze. Raz też w ustawieniach deweloperskich włączyłem tryb wysokiej wydajności CPU i wyłączyłem oszczędzanie energii. Tam się wchodziło kilka razy klikając na pozycję w ustawieniach w informacjach: wersja kompilacji. Po dłuższej chwili raz mi wykryło kartę wtedy z powrotem.

Problemy z hotspotem i działaniem Internetu jako takiego, kiedy niektóre strony nie odpowiadają, zwłaszcza w sieci Orange i Nju Mobile, lub hotspot w ogóle pokazuje brak Internetu:

Trzeba włączyć tryb samolotowy, wyłączyć go, a potem wyłączyć i włączyć transmisję danych. Czasem co jakiś czas jak wariują pingi albo coś się nie ładuje, trzeba to powtórzyć.

Ciężko też czasem doprowadzić do działania tryb tethering. Łatwo kliknąć na transmisję plików zamiast tethering, czasem komunikaty nakładają się na siebie. Nie klikać na transfer danych tylko połączenie jako modem. Transfery vs Wifi potrafią być wyższe. W dodatku zauważyłem, że po Wifi lepiej mieć pełny zasięg słabszego zasięgu niż LTE, niż np. dwie kreski LTE. Mówię tutaj o pingu i stabilności połączenia. Choć może być trochę wolniej. Za to przez USB, lepiej złapać to LTE, bo na USB wcale wtedy nie wariują pingi, da się grać on-line, i jest fajna prędkość. Na wifi i hsdpa/hspa w porównaniu do słabego zasięgu LTE wtedy, są dobre pingi, ale są lagi co jakiś czas.

Uważać na to że po włączeniu hotspota albo tetheringu zasięg już pozostaje w tej technologii co jest. Nie znajdzie lepszego, może tylko zrzucić w dół.

Dlatego przed połączeniem można położyć telefon blisko okna i zgasić ekran, i poczekać na LTE.

Gdyby nadal ktoś miał problemy z tetheringiem lub Wifi i nie było Internetu, np. na Windows 10, warto zainstalować oprogramowanie HTC Sync, bo instaluje też jakieś sterowniki od sieci. Mnie chyba coś zaczęło działać z tym tetheringiem dopiero jak to zainstalowałem. W dodatku Windows 7 w ogóle bodaj nie ma możliwości stworzenia takiego połączenia bez sterownika sieciowego.

Ostatni problem dotyczy problemu z transferem plików po USB, a dokładniej, brakiem takiej możliwości. Poza wszystkimi możliwymi sugestiami w sieci, mój problem leżał po stronie kabla USB który był wadliwy, i nazwy telefonu która musiała być zmieniona na taką bez spacji. Nazwa telefonu jak do bluetooth co się wyświetla. Oczywiście można spróbować też na innym komputerze, jeśli mamy podejrzenie że z naszym jest coś nie tak.

Trzeba też pamiętać że niektóre kable nie umożliwiają transferu po USB, mają jedynie żyły do ładowania. Wtedy nie pokazuje się okno połączenia z komputerem w telefonie, a jedynie ładuje.

Wspomnę też HTC M8 ma możliwość używania technologi Quick Charge 2.0. Późniejsze ładowarki da się podłączyć jako że są kompatybilne wstecz, ale działają wtedy jak 2.0. Polecam, bo tanie, a można sobie ułatwić życie gdy bateria w tym telefonie zaczyna szybko padać. Polecam oczywiście też w telefonie mieć tryb oszczędzania energii włączony. Ew. jakiś custom ROM z xda wgrać z dobrą renomą w tym względzie. Można też wgrać aplikację Oszczędzacz baterii, i włączyć opcję automatycznego zabijania aplikacji. I ustawić jakieś wyjątki też można czego ma nie zamykać. Tylko opcja potrafi wyłączyć się sama, po wyłączeniu telefonu samoistnie przez brak baterii, zwłaszcza gdy animacja wyłączająca nie zdąży się w ogóle pokazać, zostanie szybko przerwana, itp. Często niektóre aplikacje się resetują, jak np. otwarte karty w Chrome. Dzieje się to od zbyt wyeksploatowanej baterii, która może też do tego krótko trzymać. Warto dbać o baterię. Nigdy nie rozładowywać do końca, bo telefon z czasem będzie padał przy coraz niższym procencie.
PS. Raz udało mi się doprowadzić do wykrycia karty przez wkładanie jej do slotu o równoczesne przechylanie, kołysanie do góry i na dół.

Problemy z zrywaniem łączności Internetowej i koniecznością resetowania połączeń pakietowych jest raczej po stronie też slotu SIM.

Na koniec co do problemów z hotspotem dodam, że mam tylko we właściwościach połączenia sieciowego w centrum sieci i udostępniania zaznaczone tylko IPv4, QoS, i HTC NDIS Protocol Driver i dłuższy czas bez potrzeby ciągłego resetowania trybu samolotowego i połączenia pakietowego, wszystko śmiga.

Jak robiłem połączenie jako modem przez USB, już nie jest tak kolorowo. Ale wydaje mi się że pomogło wpisanie ręcznie adresów DNS, np. Google, zarówno w IPv4, a także IPv6. Wszystkie są dostępne w sieci. Np. IPv4: 8.8.8.8, 8.8.4.4

Origin – jak sprawdzić czy klucz do gry został już wykorzystany

Z racji iż pudełko było otwierane, i nie było pełnej pewności co do niewykorzystania znajdującego się w środku klucza;
aby uniknąć ew. zwrotów skonsultowałem się z obsługą techniczną EA, która potwierdziła, iż po podaniu klucza obsługa jest w stanie zweryfikować czy klucz został już wykorzystany..

Opisywana procedura przyda się dla powodzenia transakcji:

Proszę upewnić się że używana przeglądarka to nie Google Chrome.
Najlepiej Internet Explorer, lub Edge.
Inaczej występuje pętla oczekiwań na połączenie.
Należy posiadać również własne konto EA:
https://profile.ea.com/duallogin.do?locale=pl_PL

Następnie po zalogowaniu przejść do strony:
https://help.ea.com/pl/
->Pomóż w grze->Rivals->Kody i promocje->platofroma PC->Skontaktuj się z nami->Zły kod->wpisać w temacie:
„weryfikacja poprawności kodu”

Gdy jedyne co ujrzymy to komunikat z prośbą o wykonanie połączenia z warszawską infolinią, z pomocą przychodzi angielski support działający w godzinach roboczych z 6-godzinną różnicą w tyłu:
https://help.ea.com/en/

Procedurę wykonujemy analogicznie jak wyżej. Przy końcu, w polu do opisania sprawy wpisujemy:
„CDKey veryfication”.

W dniu roboczym, w naszych godzinach wieczornych, połączenie z konsultantem następuje często po krótkiej chwili.

Przykładowy tekst zapytania o weryfikację w angielskim oknie live chat:

Hello. I’d like to verify whether the possessed code for my game is correct, and whether it haven’t been used by other user already.

Potem konsultant poprosi o podanie klucza, i po chwili go zweryfikuje.
Odpowiedzi można tłumaczyć na bieżąco z Google Translate.

To wszystko

Mam nadzieję że na podobne okoliczności sprzedaży gier z odzysku, jest to bardzo dobra metoda weryfikacji towaru, którą można podeprzeć każdą aukcję.

Samsung Galaxy S6 Edge + vs S7 Edge [aparat, wyświetlacz, ergonomia]

Przeklejam tu najistotniejsze cytaty z różnych artykułów na różnych stronach.

Teksty nie są moje. Fragmenty wpisane do Google doprowadzą do źródeł.

Są też linki

W skrócie:

1. Zwróć uwagę na wyświetlacz w S7 Edge czy nie robi się nieciekawy pod kątami, o ile zwykłeś pod konkretnymi patrzeć (vs S6)

2. Czy S7 nie będzie się wyślizgiwać, i pewnie się trzyma, czy może etui przyda się w obu, i rozwiązało by sprawę w tym przypadku

3. Sprowadzając S7, sensor aparatu niech będzie Samsungowy.

4. I oczywiście ocena ogólnego wyglądu telefonu, S6 Edge + – 5,7″ vs 5,5″ i ogólnych walorów użytkowych, wygody

Część właściwa

Jeśli chodzi o aparat, są dwie odmiany w sprzedaży.

Lepsza to Samsung ISOCELL (Britecell) – S5K2K1, zamiast Sony IMX260

„Żeby sprawdzić, jakiej produkcji sensor jest w Waszych egzemplarzach, wystarczy, że z Google Play pobierzecie aplikację AIDA64. Po uruchomieniu przejdźcie do sekcji devices, a następnie odczekajcie chwilę – pojawi się prośba o dostęp do aparatu i dopiero po przyznaniu tego uprawnienia pojawią się informacje na ten temat. ISOCELL oznaczony jest jako SLSI_S5K2L1_FIMC_IS, natomiast Sony – SONY_IMX260_FIMC_IS.”

Można przekonać sprzedawcę do sprzedaży zidentyfikowanego wcześniej egzemplarza z odpowiednim sensorem.

Ale ogólnie jest szansa że częściej w wersji Edge ląduje sensor Samsunga, jak tak patrzę.

„widziałem fotki z obu i tak naprawdę różnice są ale niewielkie • Odpowiedź•

dokładnie tak i tak będzie dobrze, isocell lekko wchodzi w czerwień a sony w żółć co kto lubi 🙂 Mnie martwi tylko szybkość AF w gorszych warunkach ale iso lekko wolniejsze” (mówi że w słabym oświetleniu Sony szybciej łapie ostrość)

Zdjęcia są tutaj:

http://forum.xda-developers.com/s7-edge/how-to/samsung-galaxy-s7-britecell-vs-sony-t3332806

…i jaki werdykt?

Tam gdzie gość pisze że Sony wygrywa, to ja zauważam coś innego co przeważa mocniej za Samsungiem, a nawet tych przypadków nie było wiele.

I reszta historii:

Tak jak mówiłem, Gorilla Glass jest to samo – 4

Porównanie jest na dole zdjęć s6 edge + i s7 edge (nie wiem co to był za sensor użyty w testach)

http://www.tabletowo.pl/2016/03/08/galaxy-s7-edge-to-najlepsze-co-dotychczas-przydarzylo-sie-samsungowi/

[Samsung] Zdecydował się na zastosowanie modułu aparatu, który korzysta z 12-megapikselowego sensora (Galaxy S6: 16 MP) o takiej samej wielkości sensor w Galaxy S6. Otrzymujemy więc do dyspozycji znacznie większe piksele o wymiarze 1,4 mikrometra (Galaxy S6: 1,12 mikrometra). Co więcej, towarzyszy temu zastosowanie najjaśniejszego obecnie na rynku obiektywu F1.7 (Galaxy S6: F1.9) oraz technologii Dual Pixel (wszystkie piksele na sensorze obrazu posiadają dwie fotodiody zamiast jednej) zapewniającej znacznie lepsze działanie autofokusu nawet w trudnych warunkach oświetleniowych.

Podsumowując, Galaxy S7 oferuje mieszankę (większe piksele+jaśniejszy obiektyw+Dual Pixel), która powinna w porównaniu do Galaxy S6 zapewnić znacznie lepszej jakości zdjęcia cechujące się mniejszymi szumami. Szczególnie widoczne powinno to być w przypadku ujęć wykonywanych w słabych warunkach oświetleniowych.

Ekran automatycznie się wyłącza, gdy telefon skierowany jest ekranem w dół, schowany w torebce lub kieszeni albo gdy wyczerpuje się bateria.” – czytamy dodatkowo na stronie Samsunga.

Edge otrzymał 5.5 cala, natomiast klasyczny model z płaskim ekranem ma 5.1. Ten większy ponoć wcale nie oddaje tak gabarytów. Jest spory, ale brak ramki (w końcu ma zaokrąglony wyświetlacz z obu stron) daje przyjemne czucie w dłoni. W poprzedniku brakowało mi większego wsparcia dla tych krawędzi, do tego wydawały mi się zbyt krótkie. Nie da się na nich zbyt dużo wyświetlić, za to interakcja jest przyjemniejsza.

Ja wciąż jestem zdania, że te krawędzie są po prostu za krótkie! Pamiętacie Note Edge? Tamten miał o wiele ciekawszy bok, choć tylko jeden. Kilka dni przed debiutem zaprezentowano też nowy software w aktualizacji Marshmallow dla S6 Edge, więc zalety nowości software’owych odczują wszyscy posiadacze linii Edge.

czytniki oba, linii papilarnych – bodaj jako metoda na odblokowanie

W ekranach warto odnotować, że będą posiadać modną ostatnio opcję “Always-on Display”, czyli oszczędnego trybu prezentacji najważniejszych treści. Możemy śmiało wygasić sprzęcik, a najistotniejsze powiadomienia będą widoczne. Zużycie energii będzie minimalistyczne, a i potrzeby odpalania całego ekranu nie będzie. Do tego czujniki zajmą się rozpoznawaniem sytuacji (w kieszeni funkcja ta zostanie całkowicie wyłączona, bo nie jest potrzebna).

Garść innych cytatów:

Jakosciowo wyglada o niebo lepiej od s6 edge

podczas intensywnego uzytkowania (np gogle vr) telefon zamienia sie w maly grzejnik.

– glosnik w telefonie, sprawa niby drobna ale jednak… jakosc nie powala i pomimo iz i tak nigdy nie slucham muzyki bezposrednio z zadnego telefonu to czasem zapomne sluchawek i wolalbym uslyszec cos znacznie lepszego. Zwykle mono

– pod względem wydajności układ graficzny Galaxy S7 jest aż o 64% szybszy od układu graficznego Galaxy S6 – pod względem CPU możemy ponoć oczekiwać wzrostu wydajności o 30%

wydanie przedpremierowe – zwolnienia w oprogramowaniu i restarty – nikt nie pisze obecnie o takich rzeczach (wczesne wersje softu mają takie przypadłości

http://www.komputerswiat.pl/testy/sprzet/smartfony/2016/04/samsung-galaxy-s7-test.aspx

To warto poczytać od 6tego punktu, coś o wyświetlaczu

Są też o nim sceptyczne opinie, jak choćby tutaj:

http://www.spidersweb.pl/2016/03/samsung-galaxy-s7-edge.html

Że kolory mają pełne odwzorowanie tylko jak się patrzy prosto na niego.

A z kolejnych rzeczy na które warto zwrócić uwagę, to gość skarży się że to z czego jest obudowa jest śliskie i gość obawiał się korzystania, bo może wypada czy się uszkodzi.

Warto przy dokładnych oględzinach S6 vs S7 zwrócić uwagę na te rzeczy przy S7 przy oglądaniu na ile to prawda.

Można używać też etui z klapką. Samsung miał takie akcesorium, że jak otwierało się klapkę, to odblokowywał się telefon, i zablokował. Spotkałem się że to przestało działać, i trzeba było obudowę i etui dokładnie przeczyścić. Nawet płynu do szyb używaliśmy.

Poznawanie przedmiotów  – poznawanie świata

Kolejny wpis z cyklu wypracowań na język polski.

W życiu ciągle się uczymy. Dzieje się to na przeróżny sposób, ale bardzo często dzięki przedmiotom. Stanowią dla nas różne wartości i wzbudzają różne uczucia, czasem te złe, czasem te dobre. Są inspiracją w różnych dziedzinach, np. dla mnie książka przedmiotowa do napisania tego tekstu. Poznawanie świata jest czymś czego nie możemy nigdy zaprzestać, jest nieodłącznym elementem naszego życia i niemożliwym jest funkcjonowanie bez niego. Jest rzeczą zarazem piękną, ciekawą, często przyjemną, pożądaną. Świat jest piękny a my często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Przedmioty wykorzystujemy w niewłaściwy sposób, a świat, siebie i innych niszczymy.

Lecz nie musi tak być, należy wierzyć w naprawę i możliwości odwrócenia najbardziej przewróconych sytuacji życia i nadal poznawać przedmioty i świat, w sposób jak się okaże piękny wraz z odkryciem właśnie tej piękności w świecie, gór, lasów, rzek i nas. My w porównaniu do dawnych czasów mamy ułatwione poznawanie świata, teraz wyjątkowo często ogranicza się go do włączenia komputera i Internet Explorera. To nadal w postawieniu na pierwszym miejscu, zła postawa w obliczu możliwości wyjęcia zakurzonego roweru z piwnicy i zgubienia się we własnym mieście, krążąc po bezdrożach swojej może nie do końca poznanej dzielnicy, by nagle dziwnym trafem znaleźć się na zupełnie innej, tak jak ja ostatnio. Właśnie takie rzeczy są piękne… Inne odniesienie można przypisać do relacji między ludzkich, czyli poznawania siebie a internetowym komunikatorem, który tworzy zapory jak te internetowe firewalle, nie wiele osób zdaje sobie sprawę, że badania donoszą o zwiększeniu nieśmiałości i problemów w realnej komunikacji z ludźmi. Jednym słowem „Gadu-Gadu” na dłuższą metę bez zwyczajnych spotkań z przyjaciółmi niezbyt się opłaca. Nie oznacza to że całkowicie potępiam Internet. Dziś to już coś bez czego nie da się załatwić najprostszych rzeczy jak np. wysłać mailem tą pracę. Nie mam Internetu i nie będę tu przytaczać niestworzonych wytworów niewymownej obrazy dla tego bezsensownego stanu rzeczy, bo to oddzielny temat obszerności tej pracy pisanej w późne niedzielne godziny nocne. Zauważyłem jednak że doświadczenia mają niebagatelne znaczenie na poznawanie życia i radzenia sobie w nim, odporności na stresy, niepowodzenia, porażki i upadki. Zawsze będą pomocnymi kamieniami milowymi w wyższej drodze do celu.  Grunt to zawsze się podnosić i iść dalej by poznawać świat, by stawać się lepszym, ale nadal mieć siłę by mierzyć się z problemami, kompleksami i niedoskonałościami które zawsze będą, ale czy długo, to zależy od nas. Czy się pogrążymy, czy wejdziemy jeszcze wyżej. Czy znajdziemy na siebie milion usprawiedliwień by czegoś się nie podjąć, czy zrobimy to z determinacją, oddaniem i poświęceniem. Dążmy do poznawania świata, a na pewno wyjdzie to nam na dobre, by przedmioty nabrały nowych barw,  a życie nowych, lepszych wartości, cennych i niepowtarzalnych które już na stałe, nigdy nie odejdą  w zapomnienie. Nie możemy sobie wmówić że zło jest nam po prostu przeznaczone i nieodłączne, po to mamy rozum by móc wprowadzać pewną i twardą ręką korekty i nanosić wzory i urozmaicenia w życiorysie. Życie jest krótsze niż się z reguły wydaje. Niestety pobudka z amerykańskiego snu dopada nas dopiero w wieku emerytalnym, kiedy główne cele w życiu zostały wypełnione lub nie, gdy większość najważniejszych rzeczy które mogliśmy dla siebie i innych zrobić tak naprawdę dawno minęły, i patrzymy na siebie z perspektywy czasu, czy mieszkamy w osamotnieniu, odosobnieniu , zapomnieniu, nienawiści, niezgodzie do najbliższych, czy w najlepszym przeżywamy jesień swojego życia nadal się nim ciesząc i nie żałując ani jednego przeżytego dnia.

Carpe Diem

Wrażenia z sensu IMAX i trochę informacji

Pewnej pięknej niedzieli pod koniec września, najedzony, a właściwie objedzony po obiedzie, jak to zwykło bywać, siedzę sobie przy kompjuterze. Brajdal w tym samym pokoju ogląda Mam Talent a mnie krew zalewa, bo już  wytrzymać nie mogę z nienawiści ku temu programowi. Nagle brat rzuca: – To może pojedziemy do kina? Może jest  gdzieś indziej jakieś lepsze?  Myślę sobie, pogrzało go czy co, nie wyobrażam sobie niedzielnego wieczorku bez  MW2, jutro do budy przecież, to jedyna słodycz przed tą zarazą (i tak mam lepiej niż niektórzy z Was w robotach xD). Pewnie późno wrócimy i będzie po ptokach, nie pogram. Czy kino czy MW2 to dla mnie prawie bez znaczenia, wciąga mnie tak samo, jak to kino organizowane w domu. Jeszcze do końca wakacji miałem brata projektor i oglądałem sobie bez opamiętania  filmy w HD do późnych godzin nocnych… ahh to były czasy :/ i jakoś filmy nie były dla mnie ostatnio jakimś zjawiskiem, nie że jestem taki uzależniony od CoDa 😀 Ale brachol wspomniał o kinie w jakości cyfrowej, coś tam słyszałem, ale nie wiedziałem dokładnie o co biega. Tak więc odpaliłem jedynego wujka który jeszcze  utrzymuje ze mną stałe kontakty i doskonale mnie rozumie, tak drodzy państwo – Google – chwała Wam, dawnym studentom uniwersytetu Stanforda. Czytam, czytam, no no no, jakie ma ją skurczybyki zabezpieczenia, łooo pobierają te filmy z neta, ciekawe czy atak DDOS na ich serwery wystarczyłby na przerwanie seansu, haha, czujecie? Premiera  nowego Bonda, na widowni członkowie rodziny królewskiej a tu fail. Egipskie ciemności po napisach wstępnych,  kojarzycie końcowy moment z Bękartów Wojny z małą zmianą repertuaru w kinie? Mniaaam… Kocham skandale, filmy z  Bondem też. Dobra koniec marzeń, wszystkie filmy są buforowane, a tylko dekodowane w trakcie seansu żeby… nie  wyciekły do neta 😀 Ale ta rozdziałkaaaaa 4K! Szok, myślałem że opluje monitor herbatą. To dwa razy tyle co Full  HD, do tego dźwięk 24 bity i jakieś kosmiczne bitrate, matko, moje uszy by przestały słyszeć cokolwiek innego po  takim seansie. Poczytałem sobie jeszcze o ulepszanych standardach,  różnych systemach wyświetlania i o tym że  taki film zajmuje 3/4 mojego dysku twardego czyli skromne 370 GB. Wierzycie że w Polsce da się aż tyle pobrać w  sensownym czasie do daty premiery filmu? No właśnie. I tutaj w końcu coś zaczyna mi nie grać, no ale dobra. Czytam przeróżne fora, faktycznie sprawa stoi średnio, w Polsce nie ma jeszcze projektora 4k, tylko 2k, czyli  Full HD, ale zawsze coś, nie to co analog. Sprawa była bardziej przetrząsana przy okazji premiery filmu Avatar,  który został nakręcony w postaci cyfrowej. Zaczynało się w końcu to co mnie najbardziej interesowało, czyli  gdzie najlepiej iść na to do kina (czyli dla mnie na cokolwiek w postaci cyfrowej, ale tam było 3D więc ciut  inaczej musiałem na to patrzeć, były różne typy wyświetleń itd). Ostatecznie wybór padł na Silverscreen w Łodzi. Nie wiem, jakoś mi się tak ubzdurało. Na stronie multikina ten obiekt był  wyszczególniony, a że Cinema City mam u siebie, to stwierdziłem że mała odmiana nie zaszkodzi,  może w końcu zobaczę film w kinie w postaci cyfrowej, w końcu tamto kino wyszczególnili, bo wiedziałem że u mnie  wszystko leci w analogu. Przedstawiłem sprawę pierworodnemu. Sprawę przyjął z entuzjazmem, a że znam go z rzeczy  niemożliwych, to nie zdziwiło mnie że od tak powiedział: – no to jedziemy. Był już wieczór po 18tej, a do  pokonania 240 km w obie strony . Coś przebąkiwał o Wall Street Pieniądz nie śpi, i tak zostało, wybraliśmy  godzinę seansu która wypadała… za godzinę. Ale zaraz, przecież reklamy trwają ze 20 min, a do tego brat kupił ostatnio nowego Focusa 😀 a ode mnie z dzielni od razu jest wylot na trasę. Drogi pewnie będą puste o  takiej porze. No to się zbieramy. Chwilę potem patrzę już na piękne felgi sprowadzanego Focusa mojego brata, na którego Niemiec płakał jak sprzedawał, i wsiadam jako pasażer z przodu, i… ah te drzwi, te klamki, ta deska. Siadamy w znacznie wygodniejszych fotelach niż niegdyś w Vectrze II, i wyjeżdżamy z zapchanego jak to wieczorem parkingu… Ho ho ale gnaliśmy, każde auto  nam zjeżdżało z drogi na drugi pas, aż nie nastarczałem z podziękowaniami awaryjnym. Plan był jak najbardziej  realny, aż do momentu w którym miejsce w szeregu wyznaczył nam czarny, luksusowy mercedes na ruskich blachach. Potem było tylko gorzej, po 3/4 drogi zaczęły się jakieś remonty, objazdy, wszystkie auta się ślimaczyły nie dając  przejechać, ale nie traciliśmy nadziei aż do samej Łodzi, potem nasz entuzjazm ostudziło jedno słowo – miasto.  Brachol tak na prawdę był w Łodzi ze dwa razy, o mnie to nawet nie ma co pytać. I tak o to pożegnaliśmy się z owym filmem, ale spokojnie nic straconego, następny w kolejce czekał Salt, zapowiadał  się jeszcze lepiej od poprzedniego. Z drugiej strony, przecież po co to wariactwo? Trzeba się było od razu wybrać na Salt. No tak, ale z  góry zakładając taki wariant, to zupełnie by nie miało sensu, wszystko bardzo późno, mnie to nie przeszkadza, i  tak w tygodniu niewiele śpie, ale bratu jako tako zależy na funkcjonowaniu w pracy, a matka strzeli focha. Pierwszy wariant lepiej brzmiał i  lepiej oddziaływał na psychikę, chociaż, ja tam od razu nie  wierzyłem w takie cuda, że to się uda. Fajnie, bo coś na spontana, dlatego na to przystałem. Wjeżdżamy do Łodzi,  dobrze że zaprogramowałem GPSa w drodze i pamiętałem z neta ulicę kina, ale co z tego, oboje wiedzieliśmy że nic nam to da, od nowości nie aktualizowaliśmy map. I rzeczywiście, krążyliśmy dookoła że he(u)j. Tragedia. Ale w  końcu moje oczy ujrzały upragniony napis Silverscreen, marki tak na prawdę zlikwidowanej, i wcielonej do sieci  multikina. Ale nie tak szybko, trzeba gdzieś zaparkować. Po drodze rozglądam się uważnie dookoła, kurde, to  miasto jest ekstra, tramwaje se jeżdżą po ulicach, ciekawe, niecodzienny widok dla nas, takie  skupisko wieżowców że szczęka opada, i to jakich! Łódź nocą, do tej pory znałem tylko z kawałka Ostrego –  Tabasko, i powiem że jest nieziemska, okazało się jakoś, że bardzo wiernie oddawał rzeczywistość. Dobra, wjeżdżamy na  parking, wita nas nie dość że szlaban, to jeszcze kolczatka przed wjazdem, ciekawe i praktyczne rozwiązanie, nie  ma co. Po załatwieniu formalności wypełzamy się już z samochodu w kierunku kina. Przechadzamy się powoli po  pustych ciemnych ulicach, przecież mamy czas… nawet żadnych dresów tu nie ma o tej porze, co za przyjazne  miasto, po drodze przeskakuje nieporadnie jakiś pachołek, przekimuje się przez barierkę, zaczynam się w  najlepsze bawić w Sama Fishera [teraz słucham soundtrack z Pandora Tomorrow ;)] brat raczej zachowawczo wymija  wszystko szerokim łukiem, widać że w to nie grał, a ja mam duszę tajnego agenta 😉 Wchodzimy do kina. Jakoś tu  nie za tłoczno, wręcz ponuro, w bocznych knajpkach niektóre światła pogaszone, wejście do kibla oklejone szeroko  taśmą dookoła, niedobrze. Podchodzimy do kasy, upewniamy się że repertuar pokrywa się z tym na necie i kupujemy  bilety. Jedziemy schodami na górę, zaopatrujemy się w Cole i Popcorn, po czym miły facet wpuszcza nas na salę i  mówi: – Tylko proszę tam nie siadać na środku bo się rozlało piwo. – No ok. (niuch niuch) fakt, wali trochę.  Siadamy na znacznie mniej wygodnych krzesłach niż te do których przyzwyczaiło nas Cinema City, i oglądamy w  najlepsze reklamy. Żywo dyskutujemy o filmach, nikogo nie ma w sali. Gasną światła, leci druga partia reklam,  ktoś tam wchodzi. Następnie zaczyna się ten upragniony film. Patrzę na jakość, kicha, to nie cyfrówka, jeszcze  ten ekran mniejszy jak u nas. Potem się okazało, że jak film jest nagrany cyfrowo to jest napisane w  repertuarze, i do tego więcej kosztuje, i tak jest w obu kinach. No ale dobra, oglądamy, przyjemny klimat.

Czas się zwijać, zapalają się światła,  strzelają moje zastane kości, czuję po baniaku że przesadziłem z Colą. Wytaczamy się powolnym krokiem, już po  północy [kurde dokładnie tak jak teraz] jeszcze tylko brat taranuje wszystkie zabezpieczenia w drodze do kibla  i wracamy do miasta tą samą drogą którą tu przybyliśmy…

Zajeżdżamy szczęśliwie do domu chyba koło drugiej, jakoś nie śpieszyło mi się rano do budy. Stwierdziłem że się  wyśpię, a potem pójdę do naszego Cinema City na Expendables/Niezniszczalnych co planowałem już od dłuższego  czasu, Salta mi fundnął brachol więc wyjątkowo mi nie było szkoda. 

Podsumowując, w kinie byłem sam, zupełnie sam, i bez żasdej dziewczyny… z początku siedząc tam sam przy  zapalonym świetle, jeszcze od lecącej muzyczki poprzez reklamy aż do zgaszenia światła było bardzo ponuro, potem  liczył się już tylko film, za duże echo nosiło po sali, ale dało się przeżyć.

Co do samego filmu, w końcu

Wielkie gwiazdy kina jako najlepsi najemnicy, tony fajerwerków, miliony wystrzelonej amunicji, masa flaków,  szeroko ścielący się trup na całej długości i szerokości. Nie głupio sklecona fabuła, oj dużo się tam dzieje.  Warto zobaczyć, ale ciężko na drugi dzień o tym filmie nie zapomnieć.